BIESZCZADZKIE POŁONINY JESIENIĄ 2022 R.


50. urodziny, to już nie przelewki. Z racji tej jakże uroczystej chwili, w jeden z weekendów października (15-16) z przedłużeniem do poniedziałku, tj. 17 października 2022 r. pojechałem w Bieszczady, by nacieszyć oczy widokami Połonin (Wetlińskiej z nową Chatką Puchata i Caryńskiej). Pogodę trafiłem wymarzoną, zrobiłem na nogach kilkadziesiąt kilometrów, rozkoszując się jesiennymi widokami. Kto nie był - zachęcam, bo warto. Była to już druga wycieczka w Bieszczady - o pierwszej czytaj TUTAJ. Ale po kolei - jak było??

Wyruszyłem samochodem tuż po popołudniu, w sobotę, 15 października 2022 r., by około 19.30 dojechać do Cisnej. Miejsc do noclegu w Bieszczadach na ten weekend nie było nigdzie, ani w większych miejscowościach, ani w mniejszych. Zapowiadała się bowiem piękna pogoda, stąd i zainteresowanie wyjazdami (noclegami) było większe. Na szczęście w zeszłym roku spałem w schronisku PTTK "Bacówka pod Honem" w Cisnej, gdzie można też wynająć pokoje, dlatego zadzwoniłem tam, jako do tej "ostatniej deski ratunku". Miejsc na noc z soboty na niedzielę nie ma - oznajmiła Dorota przez telefon, ale uzgodniłem, że mogę przyjechać i przespać się na tzw. glebie, czyli na poddaszu (jak to zdarza się w schroniskach). Wygód nie było, a ja zamiast gleby przespałem się na łóżku w korytarzu. Było to bardzo przyjemne doświadczenie (he, he) :-) Drugiej nocy w schronisku byłem już sam i dopiero wówczas zaznałem spokoju. Cóż poza tym. Niesamowite widoki z Bacówki, dobre jedzenie i bieszczadzki klimat. W samej Cisnej lampy gasną o 21.00. O tej samej godzinie zamykają Karczmę, w której zjadłem bardzo dobrego, lokalnego placka. W centrum jest rondo, które jeszcze latem zeszłego roku było budowane.


















W dwa dni (powrót nastąpił późnym poniedziałkowym wieczorem, 17 października 2022 r.) nacieszyłem oczy widokami Połonin: Wetlińskiej z nową Chatką Puchata (wejście od Smereka, zejście w Brzegach Górnych) i Caryńskiej (wejście od Ustrzyk Górnych i zejście w Brzegach Górnych) i przejechałem przez granicę ze Słowacją. Pogodę trafiłem wymarzoną, zrobiłem na nogach kilkadziesiąt kilometrów (po górach, jak i asfaltem), rozkoszując się jesiennymi widokami. Nie zabrakło krótkiego rękawka na dole, jak również polaru i czapki na górze. Powtórzę, że wyjazd w Bieszczady traktuję jako swój niecodzienny prezent na 50. urodziny. Zdjęć dużo, ale żal było usuwać, tak tam było pięknie.

POŁONINA WETLIŃSKA














































































































































NA GRANICY POLSKO-SŁOWACKIEJ







POŁONINA CARYŃSKA














































































































































W drodze powrotnej zahaczyłem o Ustrzyki Dolne, nadmienię, że po raz czwarty w życiu. Stanąłem na Rynku, podobnie jak w październiku 2007 r (15 lat temu), kiedy to na swoje 35 urodziny zwiedzałem tamte okolice, w tym miejscowości Babice koło Przemyśla i Baborowa.









Komentarze

Popularne posty z tego bloga

BUNKRY W CYBULICACH MAŁYCH

TRUSKAWSKA NORDIC'KA DYCHA

KAMPINOSKIE DEBŁY O ZACHODZIE SŁOŃCA