LIŚCIE - GRABIĆ, CZY NIE GRABIĆ


Liście, odwieczny problem, również i dla mnie. Dotychczas działkę z liści czyściłem w miarę dokładnie, w miarę warunków pogodowych. W tym roku z liści wyczyściłem tylko trawnik, bo wciąż wydaje mi się (również z doświadczenia życiowego), że pod zalegającymi liśćmi trawa zagniwa. Za to rośliny i miejsca z korą pozostały pod liściastą powłoką. W końcu do niegrabienia dorosłem i ja.

Miałem zająć się tym tematem i opisać go w celu publikacji w moich gazetach, ale w tzw. międzyczasie zobaczyłem i przeczytałem bardzo fajny tekst Macieja Szajowskiego z Kampinoskiego Parku Narodowego, z którym bardzo się utożsamiam. Uzyskałem zgodę na publikację materiału w moich: Gońcu Babickim i Kurierze Izabelińskim. A jako, że tekst jest super, zamieszczam go także tutaj - poniżej.


Jesień. Liście lecą z drzew. I co roku odżywa temat. Grabić czy nie. Zapewne połowa ludzkości uważa że tak, a pozostałe 50 % że absolutnie nie. Prawda jak zwykle leży po środku. Zwolennicy grabienia twierdzą, że trawnik wygląda brzydko, że opadłe liście to zwykłe śmieci, a podwórze czy ogród wygląda nieestetycznie. Zwolennicy opadających i przewiewanych z jednego końca ogrodu na drugi twierdzą inaczej. Uważają że jest ładnie, że październikowy ogród musi tak wyglądać, że jest nastrojowo, że lubią jak szeleści pod nogami, i że to pożyteczne dla przyrody.


Różne mamy wizje naszych trawników. Jedni chcą mieć równo wystrzyżone i odkurzone z liści, gałązek, nasion. Nawet drobnych grzybów, które gdzieś tam spod ziemi wychyną, nie są w stanie tolerować. Innym podoba się przyrodniczy nieład - trawa różnej wysokości, tu i ówdzie niewykoszone, posypane równo opadłymi liśćmi, z bogactwem grzybów, mchów i żywej drobnicy.


 A co na to nauka?

Od kiedy w naszej szerokości geograficznej, po ustąpieniu ostatniego zlodowacenia, ok 14 tysięcy lat temu, klimat zaczął się ocieplać (nie mylić ze współczesnym ocieplaniem) najpierw pojawiła się tundra. Następnie wyrosły lasy brzozowo sosnowe, a kolejnym etapem rozwoju roślinności w czasie ponownego ochłodzenia był powrót stepotundry, którą po niedługim czasie zastąpiły bory sosnowe. Chwilę później w borach rosnąć zaczęły wiązy. Wreszcie, około 8 do 5 tysięcy lat temu środkową część Europy zdominowały lasy mieszane i liściaste. Można powiedzieć, że rozpoczęło się wówczas trwające do dziś jesienne opadanie liści z drzew. To naturalny proces wpisanym w coroczny cykl przechodzenia drzew w zimowy stan spoczynku. Drzewa pod wpływem mniejszej ilości światła i niższej temperatury wycofują z liści substancje życiowe, chlorofil pod wpływem reakcji chemicznych zamieniany jest w karotenoidy i ksantofil, co powoduje przebarwienie liści na rozmaite kolory, odcienie żółci i czerwieni. Wreszcie liście obumierają i spadają. Ale natura jak to natura, niczego nie traktuje jak odpad. Wszystko jej się przydaje. Natychmiast - pojęcie trochę niefortunne w ewolucji - wykształciła organizmy, które z naszego punktu widzenia niepotrzebne liście zużywają. Zjadają, przetwarzają i wydalają w postaci prostych związków organicznych, które z kolei użyźniają glebę.


Proces gnicia i rozkładu chwilę trwa, i zanim całkowicie znikną, dywan opadłych liści stanowi warstwę termoizolacyjną, chroniącą glebę przed nadmiernym parowaniem wody. Jedne liście ulegną rozpadowi szybciej, jak choćby lipowe czy wierzbowe. Trwa to kilka, kilkanaście tygodni. Inne, np. liście dębu potrzebują więcej czasu. Rok, a czasem dłużej. Tak czy inaczej, wszystko jest pod kontrolą. Bo to pod okrywą liści, pokrytą dodatkowo warstwą zlodowaciałego śniegu, znajdują zimą schronienie nieprzebrane rzesze leśnej i polnej drobnicy. Jeże, myszy, nornice, ryjówki, polniki, karczowniki - to tylko te, które widać. A są przecież setki gatunków bezkręgowców: pajęczaki, owady, ślimaki... Są wśród liści jaja, poczwarki i kokony pełne bezkręgowego potomstwa. Wiele gatunków, które żyją wokół nas, czy sobie tego życzymy czy nie. I chociaż część z nas uważa, że to w zasadzie paskudztwo i w dodatku nikomu niepotrzebne, to natura wyobraża to sobie inaczej. Skoro powstało w toku ewolucji, to znaczy że być musi, bo ma w ekosystemie jakąś, konkretną, być może nie znaną nam rolę do spełnienia. Że wspomnę tylko o piramidzie pokarmowej…


Rozumiem tych, którzy chcą mieć schludnie pozamiatane i wygrabione połacie i nie tolerują w swoim sąsiedztwie innych form życia. Taka karma. Przekonywanie, że warto, że to potrzebne nic nie zmieni. Wszak szczelne ogrodzenia i tak uniemożliwiają migrację stworzeń do i z ogrodu. A może faktycznie tak jest, że zasypany liśćmi trawnik nie pasuje do nowoczesnych, mocno przeszklonych realizacji w odcieniach szarości. Nie wiem, nie znam się.


Ja nie grabię. Raz popełniłem ten błąd. Wygrabiłem dokładnie, co do listeczka. Minęła zima. Latem nie mogłem sobie poradzić z przymiotnem. Rosło wszędzie, skutecznie wypierając inne rośliny. Od kilku lat nie grabię. Przewiewa mi te liście po podwórzu tam i z powrotem. Są w donicach z kwiatami, na schodach, w narożnikach domu. Lubię to. Podoba mi się. Jest jesiennie, nostalgicznie, nastrojowo. Pod lipami regularny brązowy dywan, w żywopłocie grabowym złotawo-żółta poducha. Tam gdzie mniej drzew widać zielone połacie. W zalesionej części ogrodu kilkunastocentymetrowa warstwa liści. Trochę dębowych nawiewa mi od sąsiada. Nie przeszkadza mi to, nawet się przydają… 
Czy są jeże. Nie wiem, nie sprawdzam. Mam nadzieję, że tak. Skoro były latem i krzątały się hałasując nocami to pewnie zostały do jesieni. Lubię żywe. Nie ważne jak wygląda. Czy gryzie, żądli, czy ćwierka bez opamiętania. Niech żyje. Pomagam na ile potrafię.


Zamiast post scriptum…

Lubiący sterylizować przestrzeń za pomocą dmuchawy do liści powinni pamiętać, że na podstawie uchwały nr 115/20 Sejmiku Województwa Mazowieckiego z dnia 8 września 2020 r., od stycznia 2021 r. na terenie wszystkich gmin województwa mazowieckiego panuje zakaz używania spalinowych i elektrycznych dmuchaw do liści ze względu na powodowaną przez nie wtórną emisję pyłu i znaczący wpływ na stężenia zanieczyszczeń w powietrzu. Uchwała obowiązuje do 31 grudnia 2026 r.

tekst: Maciej Szajowski (KPN), zdjęcia własne

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

BUNKRY W CYBULICACH MAŁYCH

TRUSKAWSKA NORDIC'KA DYCHA

KAMPINOSKIE DEBŁY O ZACHODZIE SŁOŃCA